Forum Garnizon Gdańsk Strona Główna Garnizon Gdańsk
Garnison Danzig
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Pruskie Alamo
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Garnizon Gdańsk Strona Główna -> Geschichte / Epoka.
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Hahn
Secondelieutenant



Dołączył: 01 Lut 2009
Posty: 281
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Neumark

PostWysłany: Pon 18:46, 23 Sty 2012    Temat postu: Pruskie Alamo

Przypadkiem właściwie, przeglądając książkę zawierającą opatrzoną przykładami teorię walki piechoty w oblężeniach twierdz, którą wydrukowawszy z google books miałem zamiar wywalić, plując sobie w brodę na co ja to drukowałem, znalazłem na samym końcu fragment zatytułowany: "Obrona klasztoru w Łabiszynie przez królewsko-pruskiego porucznika von Beyer z batalionu fizylierów von Hinrichs, dn. 29.09.1794". Zaciekawiło mnie to, więc zaczałem czytać i przekładać od razu. Poniżej jest trochę (ale tylko trochę) skrócony przekład.

" W czasie wojny powstańczej 1794 roku, polscy generałowie Dąbrowski (oryg. Dombrowski) i Madaliński (Madalinsky) z 1500 jazdy i około tyleż piechoty z 16 działami, przerwali sie przez pruski kordon koło Kamionu nad Wisłą (w pobliżu Warszawy), by wspomóc wybuchłe w Wielkopolsce powstanie. Przeszli przez Koło i Konin na Gniezno i zaalarmowawszy Poznań skręcili ku Bydgoszczy. Generał-lejtnant von Schwerin wysłał liczne oddziały, między innymi pułkownika von Szekely, który stał w pobliżu Włocławka nad Wisłą z 17tym batalionem fizylierów von Hinrichs, 1 batalionem zapasowym (Depot-Bataillon) oraz 3 szwadronami jazdy. Szekely pomaszerował na Inowrocław, lecz odesłał por. von Beyer z 40 fizylierami i 10 huzarami do odległego o 3 mile Łabiszyna na lewym brzegu Noteci, leżącego na prawdopodobnej drodze marszu Polaków na Bydgoszcz. Von Beyer miał zająć łabiszyn a stamtąd obserwować ruchy wroga i dawać o nich wiadomości. Wybrał on na marsz noc 26 września, zaś na skutek szczupłości swoich sił kazał fizylierom maszerować w odstępach i często wysyłał huzarów. Po wykonaniu rozpoznania oddział osiągnął leżący na brzegu Noteci klasztor w Łabiszynie. Jako, że duchowni mogli dać znać wrogowi o położeniu i słabości oddziału, porucznik postanowił nie opuszczać klasztoru.

26go rankiem, porucznik Beyer rozstawiwszy posterunki i rozesławszy patrole spotkał się z proboszczem, o którym wiedział, że jest nastawiony dobrze do władz pruskich. Dzięki temu czlowiekowi, jak też burmistrzowi - również dobremu Prusakowi oraz pomocy dwu niemieckich mieszczan, którzy zgodzili się służyć jako szpiedzy, poczynił pewne obserwacje o ruchach wroga.

Już 27go września, dzieki pierwszemu z mieszczan dotarła wieść, że wróg jest o 8 mil od Łabiszyna, w marszu ku niemu. Wysłano meldunek do Szekely'ego o ruchach nieprzyjaciela. Drugi ze zwiadowców także wrócił z wiadomośią o kierwoaniu sie wroga na Łabiszyn, jednak Szekely nie dał meldunkom wiary. Przyczyną tego był fakt, że sam miał szpiega, Żyda będącego jednocześnie na usługach Dąbrowskiego, a który karmił pułkownika fałszywymi doniesieniami.

W tej sytuacji, porucznik Beyer postanowił trzymać się tak długo aż nadejdzie pomoc, choćby ze stronu Szekely'ego obudzonego być może wieścią o szturmie Łabiszyna.

Leżący na wysoczyznie, masywny i otoczony cmentarnym murem (Kirchhofmauer) klasztor wydawał się być dobrym punktem oporu. Leżał nad Notecią, między nią a miastem. Zerwano mosty na rzece a możliwy do przejścia bród zatarasowano bronami z żelaznymi kolcami oraz temu podobnymi środkami. By utrudnić forsowanie muru i polepszyć jego obronę, przestrzeń za murem umocniono nasypami ziemnymi, ułożonymi blokami kamienia i belkami drewnianymi.

By utrudnić wrogowi oszacowanie liczby żołnierzy oddziału, dostarczono z Łabiszyna pewną ilość kapeluszy w formie kapeluszy żołnierskich i tak je poutykano za murem, by tylko trochę wystawały. Fizylierzy zajęli miejsca między tymi kukłami.

Ostatnim środkiem obrony miał pozostać odwrót do kościoła klasztornego.

29go rankiem, wysłany patrol huzarski wpadł polskim insurgentom w ręce. Wraz z powracającym kolejnym patrolem wpadł do łabiszyna wróg, został jednak przyjęty ogniem i musiał ratować się ucieczką. Pozostali huzarzy zostali odesłani do płk. von Szekely.

Była 10.30 rano, gdy polska piechota z głośnym okrzykiem, jaki miał zapewne przerazić obrońców, wynurzyła się z lasu naprzeciwko miasta. 2 kompanie strzeleckie podeszły na lewy brzeg Noteci i czekając na rozkazy zatrzymały się przy zerwanych mostach.

Pojawił sie wtedy nieprzyjacielski trębacz, który przepłynął rzekę i w imieniu generala Dąbrowskiego zaproponował posterunkowi kapitulację, dostał jednak odpowiedź odmowną.

Po tym wróg zorientował się co do istnienia brodu i spróbował go sforsować, wyznaczając do tego 2 oficerów i 40 strzelców, którzy wsiedli po dwu na jednego konia i tak próbowali przejść przez rzekę. Nie udało im się to z powodu poczynionych przeszkód i wszyscy pospadali z koni do wody. Prusacy wykorzystali zamieszanie i ostrzelali forsujących tak, że zginęli obaj oficerowie i duża część strzelców.

Generał Dąbrowski powtórnie przysłał parlamentariusza z propozycją, że posterunek będzie mógł opuścić klasztor i odejść po 24 godzinach, co dałoby wrogowi możliwość dalszego szybkiego marszu na Bydgoszcz, bez starty czasu na atak na klasztor. Odpowiedź była jedna: lepiej zginąć za Króla i Ojczyznę niz odstąpić choć na krok bez oporu.

Wówczas wróg zatoczył dwa działa, których ogień po krótkim czasie zburzył częściowo mur klasztoru. Przy tym od wrogiej strony nadpłyneło wiele łodzi w których płynęli niemieccy mieszkańcy Łabiszyna z toporami w rękach. Po raz ostatni ostrzegli oni obrońców, że w razie przedłużania sie oporu, nie będzie mowy o wojennym traktowaniu ale zostaną oni toporami pocięci w sztuki. Dano do nich ognia zabijając trzech, zaś reszta ratowała się pospieszną ucieczką.

Podczas tego, udało się Polakom pod osłoną ognia dział i broni ręcznej, naprawić mosty, po których poszło natarcie. Wpierw poszli do boju strzelcy a za nimi kolumny piechoty, atakując wprost na klasztor. Mieli przy tym nadzieję na łatwe pokonianie obrony, jednak ogień załogi posterunki pomnozył ich starty. Zginął generał artylerii Leszczyński (Leszinsky) i znaczna liczba żołnierzy. Ilość obrońców stopniała jednakże do połowy, zaś amunicja została zużyta niemal całkowicie.

Wtedy juz wróg całkowicie przeszedł rzekę i zaczął ostro szturmować klasztor, tak że muru klasztornego nie dało sie dłużej bronić. Pozostali żyjący schronili się z kościele klasztornym barykadując drzwi a w nim samym urządzili ostatnią linię obrony za głównym ołtarzem kościoła.

Wkrótce drzwi kościoła zostały wysadzone a Polacy wściekle wtargnęli do środka. Wraz z nimi był adjutant generała Dąbrowskiego, pan Zabłocki (von Zablocky), który ponownie przedstawił porucznikowi von Beyer propozycję kapitulacji.

Z oddziału pozostało wówczas juz tylko 11 ludzi. 25 zgineło a 4 było rannych. Nie było widoków ani na dalszą obronę ani na pomoc z zewnątrz. Propozycja została przyjęta.

Adjutant generała musial osobiście szablą parować sypiące się na jeńców ciosy, zadawane przez rozsierdzonych oporem Polaków, którzy nie chcieli słyszeć o dawaniu pardonu. Szlachetne zabiegi tego oficera mogłyby pozostać bezskuteczne, gdyby nie osobista interwencja generała Dąbrowskiego, który tym samym wybudował sobie zaszczytny pomnik. Wyraził on też porucznikowi von Beyer uznanie wobec dzielnej obrony.
Dalej należy zauważyć, że pojmani Prusacy byli w niewoli traktowani bardzo dobrze. "

To koniec istotnego fragmentu rozdziału. Potem sa rozważania na temat rozmieszczenia piechoty, wykorzystania ognia artylerii itp fachowe szczegóły.

Zajrzałem od razu gdzie sie dało, szukając relacji polskich o tym samym wydarzeniu. Znalazłem pojedyncze, lecz były one skąpe. Najwięcej jest w osobistej relacji Jana Henryka Dąbrowskiego o wyprawie do Wielkopolski, jednak i tam jest to skwitowane, że porucznik Beyer bronił klasztora, jednak dość szybko poddał się z cała komendą. Dokładnie: "Madaliński napadł posterunek w Łabiszynie: officer niezdążył zebrać całego mostu, lecz zamknał się w klasztorze, w którtym przez niejaki czas się bronił, lecz gdy do niego dwa razy z armat ognia dano i strzelcy już bramę klasztorną wyrąbać chcieli, poddał się zaraz dobrowolnie". Dalej jest też uwaga w przypisie, że oficer ten nazywał się Beyer, zaś generał Dąbrowski obszedł się z nim "bardzo grzecznie" i "pochwalał jego męstwo", co bardzo miłe. W niemieckim tekście tej samej pracy jest uwaga, że Beyer poddał się Madalińskiemu, nie Dąbrowskiemu.

Trochę, przyznam, zdetonowała mnie uwaga w niemieckim tekście o osobistych wysiłkach majora Zabłockiego, ktory "musiał parować szablą ciosy" itd, jednak potem w polskiej relacji znalazłem uwagę o tym, że gdy po bitwie pod Bydgoszczą znaleziono ciężko rannego Szekely'ego i go rozpoznano, "rzucilo się nań co żyło" i znowu poczciwy Zabłocki musiał się tęgo szablą napracować. Więc może to i prawda. Za to generał Dabrowski komplementował umierającego Szekely'ego i starał się mu dodać ducha, jednakże ten i tak na trzeci dzień, niepocieszony, zmarł. Za jego trumną szli oficerowie z generałem na czele a cały batalion ognia dawał. Było bardzo ładnie. Fakt, że wygląda na to, iż Szekely nie docenił przeciwnika i pozwolił sobie wcześniej na grube niegrzeczności wobec parlamentariusza. Tak prawdę mówiąc, z relacji wychodzi, że to grubijańskie bydlę było, do tego pastwiące się nad cywilami, podejrzanymi o sympatie wobec insurgentów. Ale to już inna para kaloszy i nad jego sarkofagiem śpiewać nie mam zamiaru. Wracamy do klasztoru.

Licho wie, na ile ta relacja z 1855 jest prawdziwa sama w sobie. Jest ona przy tym bezwstydnie przez autora podręcznika zerżnięta z czasopisma wojskowego z 1825 roku. Możliwe jednak, że była autoryzowana przez samego Beyera, który w czasie gdy wydano w 1839 relację gen. Dąbrowskiego, żył jeszcze, będąc w stopniu ppłk. w stanie spoczynku dyrektorem poczty w Stargardzie. Przypis w pracy Dąbrowskiego wspomina, że ppłk Beyer: "szanowny ten weteran, przy obchodzie rocznicy swej 50letniej służby odebrał od JKM Następcy Tronu widok klasztoru łabiszyńskiego i kulę z murów jego po swej utarczce wydobytą". W innym niemieckim pismie trafiłem na opis taki: ..Widzimy walecznego von Beyera, bohatera z Łabiszyna, który z garścią dzielnych żołnierzy wytrzymał niemal dwudziestoczterogodzinne gwałtowne natarcia tysięcy polskich insurgentów, broniąc sie na miejscowym cmentarzu". No, prawda pewnie leży gdzieś tam pośrodku. Na pewno Beyera doceniono, chwalili jego postawę obcy, zaś od swoich doczekał się w październiku (8.10.) 1794 orderu Pour le Mérite.

[link widoczny dla zalogowanych] jest nawet pieśń o Beyerze pod Łabiszynem !

Nie bardzo zrozumiałem fragmentu o niemieckich mieszczanach płynących w łódkach do klasztoru z toporami w rękach. Jakże płynąć mogli, jeśli-ć miasto za klasztorem, gdyż on między Notecią a miastem? Jednak trochę przejrzałem na oczy, doczytawszy że w XVIII wieku na lewym brzegu założono dla niemieckich osadników Nowe Miasto. Pozostaje pytanie, dlaczego płynęli? Zmuszeni?

No, napisawszy co napisałem, polecam to uwadze i ewentualnym kommentarzom P.T. Kamratów oraz innych czytelników. Jak teksańczycy Alamo, tak my swój Łabiszyn mamy. Alamo na miarę naszych możliwości, którym otwieramy oczy niedowiarkom.


Ostatnio zmieniony przez Hahn dnia Pon 19:53, 23 Sty 2012, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Feldfebel
Administrator



Dołączył: 02 Sty 2009
Posty: 2731
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Westpreussen
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 19:46, 23 Sty 2012    Temat postu:

Czytam ,czytam i pod wrażeniem jestem, po raz kolejny, tytanicznje pracy Hahn-ie Smile
Podobna jest w sumie historia bitwy tczewskiej . Garstka obrońców przeciw tysiącom . Mam swoja teorię co do udziału tczewskich mieszczan w obronie miasta. Na rynku pozostawiono w odwodzie żołnierzy regimentu Kaufberga, którego kantonem był...Tczew i okolice . Krótko mówiąc wśród zołnieryz i mieszczan musiały byc rodziny i znajomi .


Ostatnio zmieniony przez Feldfebel dnia Pon 19:50, 23 Sty 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Bartłomiej
Garnizon Gdańsk



Dołączył: 25 Wrz 2011
Posty: 310
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Rumia/Gdynia
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 20:34, 23 Sty 2012    Temat postu: Re: Pruskie Alamo

Hahn napisał:

w XVIII wieku na lewym brzegu założono dla niemieckich osadników Nowe Miasto. Pozostaje pytanie, dlaczego płynęli? Zmuszeni?


Najprawdopodobniej zostali do tego przekonani strachem o własne życie, rodziny i domy.
Dla wojsk polskich było by to całkiem wygodne rozwiązanie -zajęcie klasztoru bez strat własnych i dobry chwyt propagandowy że to sami Niemcy pognali pruskie wojsko.
Inna sprawa ze ten sam strach nie pozwolił im zaatakować prusaków broniących klasztoru.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hahn
Secondelieutenant



Dołączył: 01 Lut 2009
Posty: 281
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Neumark

PostWysłany: Pon 21:02, 23 Sty 2012    Temat postu:

Pewnie tak. Trudny los obcych w obcym kraju. Na forum poniatowski.org.pl kiedyś żywo dyskutowaliśmy o losie rozstrzelanych w 1806 na rynku w Poznaniu burmistrzów z podpoznańskich miasteczek, którzy życiem zapłacili za lojalność wobec władzy. Przypomniało mi się to, gdyż niedawno trafiłem w jakimś przewodniku po wielkopolsce na wzmiankę o tym z wymową: "dobrze im tak". Dodatkowo bylo to okraszone komentarzem, że opis naocznego świadka tchnie duchem "Völkischer Beobachter" i tak dalej. Tym duchem bardziej jak dla mnie tchnął przewodnik. Bieda w tym, że w Polsce na całą historię Niemiec, Prus, stosunków polsko-niemieckich, spoglądamy przez pryzmat 12 lat III Rzeszy albo Hakaty, Komisji Osiedleńczej, czyli tak naprawdę wyjątków.

Oho, już wsiadłem na konika. Dość tego bo was zagadam.

Wrócę jeszcze do artykułu. Zastanowił mnie ten Leszinsky, poległy w bitwie. Zacząłem szukać i... pobłogosław Boże tym, którzy tworzą biblioteki cyfrowe! Znalazłem w WBC pracę z 1937 (Poznań) zatytułowaną: "Uczestnicy Insurekcji 1794 w zaborze pruskim", gdzie jest wykaz osób w jakiś sposób prześladowanych, sądzonych, bądź tylko biorących udział w Insurekcji jak wyżej (której bardzo negatywną ocenę czytałem tez w innej pracy ale to temat na osobne gadanie) zestawioną w dużej części na podstawie publikacji pruskich sądów i epokowych gazet. No i oczywiście, dokładni poznaniacy znaleźli i napisali: "Jan Ignacy Wieniawa Leszczyński, starosta ostrzeszowski, pułkownik w powstaniu kaliskim, ukarany sekwestrem majątku. Zmarł z ran odniesionych pod Łabiszynem." Inna sprawa, że wieczorem rozegrała sie tam inna potyczka, tak że nie można być pewnym czy został raniony kulą fizylierów v. Beyera. Jemu osobiście pewnie nie różnica.

A jeżeli chodzi o kary na powstańców, wydawać by się mogło, że przy co drugim nazwisku będzie stało "zum Tode verurteilt ". Otóż nic bardziej błędnego. Kary są w większości pieniężne, czasem jest wzmianka o uwięzieniu. Ciekawie to podsumowała Wirydianna Fiszerowa, de domo Radolińska, która widziała to na własne oczy. Napisała ona, że gdy się skończyła insurekcja, prowincja zamarła ze strachem czekając na krwawą zemstę Prusaków. Tymczasem nałożono łagodne i możliwe do zapłacenia kary, niektórych na krótko uwięziono, część dóbr zasekwestrowano. Rozczarowani tym Wielkopolanie stracili resztki szacunku wobec najeźdźcy. Dokladnie tak napisała. Zauważcie, że Prusaków nikt sie nie bał. Jak opisuje Gajewski we wspomnieniach z Warszawy lat przed 1806 - Prusakami gardzono, szydzono z nich, ale się nie bano zupełnie. Zaskakujące.

Jeszcze tylko dopiszę króciuteńki fragment z "Jana Henryka Dąbrowskiego" Adama Skałkowskiego:
"Daremną byla uporna, piękna obrona klasztoru Łabiszyńskiego przez komendanta Beyera". W całej książce, wśród - jak sądzę prawdziwych - negatywnych ale nie bezsensownie złośliwych opinii o ówczesnej wojskowości pruskiej, dyletanctwie dowódców przeżuwających dawną chwałę, dezorganizacji armii wpadłej w rutynę i jadącej na przebrzmiałej opinii niezwyciężonej siły, biogramach generałów, którzy dostali stanowiska za to, że się dobrze plaszczyli i bawili błazeństwami Pana, jest to najcieplejsze i bardzo miłe pruskiemu uchu zdanie. Za to o Szekelym opinia jest zdecydowanie negatywna: "Brutal wobec podwładnych, cynik w pożyciu obozowem, zdzierca okrutny i prześladowca słabych, nieuk i pyszałek". Praca przy tym nie oszczędza też niektórych polskich wojowników, czasem pisząc o ich charakterach naprawdę źle.


Ostatnio zmieniony przez Hahn dnia Wto 14:26, 24 Sty 2012, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hahn
Secondelieutenant



Dołączył: 01 Lut 2009
Posty: 281
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Neumark

PostWysłany: Wto 20:11, 24 Sty 2012    Temat postu:

Proszę wybaczyć dopisywanie postów po postach własnych, jednak obawiam się, że inaczej dopiski i uzupełnienia przejdą nie zauważone. Jednak w oczywisty sposób, każde sięganie do źródeł bądż - starszych szczególnie - opracowań owocuje dygresjami.

Trafiłem na opinię von Boyena o piekłoszczyku Szekelym. Twierdzi on, że był to łotr bez czci i wiary, wymusiciel łapówek, pastwiący się nad niewiastami, którym groził śmiercią mężów, wymuszający sumy do kieszeni od ojców, którym groził śmiercią synów - mniemanych bądź rzeczywistych uczestników powstania, złodziej mienia prywatnego oraz rabuś kościołów i klasztorów gdzie zbierał co tylko znalazł, a który: "w ten sposób zadał sprawie Króla, honorowi pruskiego imienia, bolesne i głębokie rany". (Strona 344 w wspominanej pracy Skałkowskiego, w dziale: "Przypisy i żródła") No i jest tam też list, w którym się Szekely chlubi tym terrorem ! I odpowiedź króla, który to w gruncie rzeczy aprobuje. Horror! Zawsze najmniej z królów Prus lubiłem tego właśnie.

Tamże jest fragment z pamiętnika generała majora Rymkiewicza:
"Madaliński widząc swój zamiar uskuteczniony przez przygotowanie się Prusaków do boju, szedł potem lewym brzegiem Noteci i złączył się z Lipskim 30. pod Barcinem, gdzie zniósłszy komendę pruską pierwiej doszedł Łabiszyna, niż korpus przymaszerował. Tu posterunek nieprzyjacielski stał najmocniej pod komendą por. Bauera (Beyera), który w rejteradzie, opanowawszy cmentarz wysoko opasany na górze będący, z rusztowania z rusztowania za murem wystawionego jeszcze długo i uporczywie bronił się przeciwko wszelkim atakom. G. Madaliński, nie chcąc ryzykować żołnierza, rozkazał kilka razy dawać ognia z armaty, wtedyż strzelcy wdarłszy się już na mur reszty dokończyli. W tych dwu małych okazjach prócz zabitych dostało się nam w niewolę 2 oficerów, 3 unteroficerów i 40 gemejnów. Z naszej strony mieliśmy rannych 3 strzelców, jednego towarzysza Stan. Grabowskiego i obywatela Leszczyńskiego z powstania kaliskiego. Ten zacny mąż z żadnej powinności, szczególnie powodowany cnota i męstwem, zachęcając strzelców do boju wystrzałem ręcznym ugodzony został tak szkodliwie, że 3 dnia umarł ofiarą swej ojczyzny; umarł, lecz pamięć jego żyje w sercach poczciwych Polaków..."

I jeszcze z "Raportu powinnego" generała Dąbrowskiego do naczelnika Kościuszki z "dnia 29 VIIbris, 1794":
" ... Generał Madaliński, który na prawem skrzydle maszerował, pierwiej doszedł Łabiszyna, atakował posterunek nieprzyjacielski, który, w części zebrawszy most na cmentarz reformatów, zrejterował się. Posłał, żeby się poddał, a gdy propozycyą odrzucił, strzelcy i niektórzy z piechoty przez mur wdarli się, 2 ubili, 1 oficera i 18 gemejnów w niewolę zabrali. Z naszej strony rannych został pułkownik Leszczński z powstania kaliskiego i jeden towarzysz. " W przypisach do raportu jest, że "Reszta wcześniej ucieczką się ratowała" i że po stronie polskiej padło, poza tymi co wyżej: "oraz 3 strzelców".
W raportach do Naczelnika nie ma w ogóle nic o polskich stratach. Albo są raporty z wiadomością typu: my straciliśmy nie więcej jak dwu ludzi i konia co pod towarzyszem z wysiłku padł, zaś tamtych na placu 20 zostało i unteroficyjer. Zaskakujące.

Jeszcze jedna, przepiękna rzecz. We wspomnieniu Rymkiewicza jest taki passus: "Po czupistrachu, wszyscy poszli na swoje miejsca". Zgaduj zgadula, co to czupistrach Smile ?! Strasznie mi sie to podobało !
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Bartłomiej
Garnizon Gdańsk



Dołączył: 25 Wrz 2011
Posty: 310
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Rumia/Gdynia
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 23:03, 24 Sty 2012    Temat postu:

Hahn napisał:

Jeszcze jedna, przepiękna rzecz. We wspomnieniu Rymkiewicza jest taki passus: "Po czupistrachu, wszyscy poszli na swoje miejsca". Zgaduj zgadula, co to czupistrach Smile ?! Strasznie mi sie to podobało !


Zapewne chodzi o "capstrzyk"
Z Wikipedii: "Capstrzyk jest to ustalony sygnał wykonywany na trąbce lub na sygnałówce, oznajmujący koniec zajęć dziennych i wzywający do spoczynku i ciszy nocnej lub apelu wieczornego" -co pasuje tu do opisu sytuacji.
Do tego słowo wywodzi się z niemieckiego: Zapfenstreich, więc w podobieństwie fonetycznym dla polaka mogło stać się czupistrachem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hahn
Secondelieutenant



Dołączył: 01 Lut 2009
Posty: 281
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Neumark

PostWysłany: Wto 23:10, 24 Sty 2012    Temat postu:

Zgadza się, hura! Pierwszy raz spotkałem się z takim przetworzeniem tego słowa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gregor
Muszkieter



Dołączył: 21 Kwi 2009
Posty: 27
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: IR52
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 9:37, 27 Sty 2012    Temat postu:

Feldfebel napisał:
Mam swoja teorię co do udziału tczewskich mieszczan w obronie miasta. Na rynku pozostawiono w odwodzie żołnierzy regimentu Kaufberga, którego kantonem był...Tczew i okolice . Krótko mówiąc wśród zołnieryz i mieszczan musiały byc rodziny i znajomi .

Jeśli byłaby to prawda (w co wątpię) to v. Both okazałby się cymbałem, ponieważ zniszczyłby wszystkie fundamenty, na których opierała się pruska (i wszystkie inne ówczesne) armia.


Ostatnio zmieniony przez Gregor dnia Pią 9:39, 27 Sty 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Feldfebel
Administrator



Dołączył: 02 Sty 2009
Posty: 2731
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Westpreussen
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 9:48, 27 Sty 2012    Temat postu:

Faktem jest ,że w odwodzie na rynku stali kaufbergowcy i faktem jest to ,że Tczew był kantonem tegoż regimentu, faktem jest to ,że większośc zdolnych do noszenia broni tczewian walczyła na murach miasta .. Stacjonowali na Nowych Ogrodach w Gdańsku (okolice dzisiejszego urzędu miejskiego i szpitala wojewódzkiego ) Brali udział w zajmowaniu miasta w 1794 roku .

Ostatnio zmieniony przez Feldfebel dnia Pią 9:53, 27 Sty 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gregor
Muszkieter



Dołączył: 21 Kwi 2009
Posty: 27
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: IR52
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 10:04, 27 Sty 2012    Temat postu:

Ja zrozumiałem to tak, że sądzisz, że jakoby IR51 zostawiono w odwodzie by ich oszczędzać , bo pochodzą ew. mają rodziny w Tczewie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Feldfebel
Administrator



Dołączył: 02 Sty 2009
Posty: 2731
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Westpreussen
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 10:07, 27 Sty 2012    Temat postu:

Ależ Greg to by faktycznie świadczyłoby o głupocie Botha Wink Raczej dlatego, że właśnie mieli powód by się dobrze bić ( w momencie zagrożenia na którymś z odcinków ) .
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gregor
Muszkieter



Dołączył: 21 Kwi 2009
Posty: 27
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: IR52
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 10:09, 27 Sty 2012    Temat postu:

Zrozumiał Smile Jednak jestem zdanie że brali co akurat mieli w terenie, tak jak "u nas": IR14, 16, 2, BF21, wielkiego wyboru po Jenie nie było. Pozdrawiam Prusakuff.
ps. IR51 szybko poszedł w proszek pod Jeną Rolling Eyes


Ostatnio zmieniony przez Gregor dnia Pią 10:11, 27 Sty 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Feldfebel
Administrator



Dołączył: 02 Sty 2009
Posty: 2731
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Westpreussen
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 10:25, 27 Sty 2012    Temat postu:

Gregor napisał:
Zrozumiał Smile ps. IR51 szybko poszedł w proszek pod Jeną Rolling Eyes
- fakt , w Danzig pozostał jedynie III bat. zakładowy i to własnie jedna z jego kompanii była w Tczewie . Swego czasu pisałem o zestawieniu wyposażenia (lub raczje braków wyposażenia) właśnie tegoż regimentu Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hahn
Secondelieutenant



Dołączył: 01 Lut 2009
Posty: 281
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Neumark

PostWysłany: Pią 20:26, 27 Sty 2012    Temat postu:

A żebyście tylko na czarne i białe nie patrzyli, wrzucam rysunek przedstawiający właściwego bohatera dnia - fizyliera batalionu von Hinrichs:

[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Bartłomiej
Garnizon Gdańsk



Dołączył: 25 Wrz 2011
Posty: 310
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Rumia/Gdynia
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 23:40, 27 Sty 2012    Temat postu:

A mnie zastanawia rękojeść tasaka tego fizyliera. Kształt trochę nietypowy. Przetrzepałem neta, ale nic takiego nie znalazłem.

Ostatnio zmieniony przez Bartłomiej dnia Pią 23:40, 27 Sty 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Garnizon Gdańsk Strona Główna -> Geschichte / Epoka. Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin